niedziela, 30 lipca 2017

Jak TO robimy?




   Od kiedy zosta­li­śmy rodzi­cami, bra­kuje nam czasu dla sie­bie. Tata wpa­trzony w córkę, świata poza nią nie widzi. Mama zmęczona ganianiem za Zosią po całym dniu pada w mgnie­niu oka. Prze­cież TO jest tak ważne w związku, że na TO zawsze powinien być czas.



   Początki były trudne. Sku­pi­li­śmy się na spę­dza­niu czasu z Zosią, nie na sobie. Im Zosia była większa, tym było gorzej. Oboje tego potrze­bo­wa­li­śmy, tak bar­dzo potrze­bo­wa­li­śmy, a nie mie­li­śmy na to czasu. W sumie jedyną opcją były week­endy, ale wtedy Kry­stian czer­pał jak naj­wię­cej z czasu spę­dzo­nego z córką, a ja nie miałam serca im prze­szka­dzać.



   W ciągu dnia pochła­niały nas obo­wiązki. Musieliśmy zająć się Zosią, ogar­nąć miesz­ka­nie, zro­bić pra­nie, obiad, etc. Do tego odwie­dziny zna­jo­mych. Lubi­li­śmy ten tryb życia, jed­nak wie­czo­rem pada­li­śmy jak dzieci po wie­czo­rynce.



   Teraz uświ­ada­miamy sobie, że mogli­śmy robić TO nawet pod­czas posił­ków. Tylko że u nas wyglą­dało to tak, że rano szybka kawa, śnia­da­nie w biegu a bar­dzo czę­sto jego brak, obiad i kola­cja spo­ży­wane osobno.



   Niby robi­li­śmy wszystko, a tak naprawdę nie robi­li­śmy nic, aby TO popra­wić.



   Wtedy nastał dzień, kiedy zacze­li­śmy TO robić. Codzien­nie, a nawet kilka razy dzien­nie. Robi­li­śmy TO w każ­dym moż­li­wym miej­scu, w każdej wol­nej chwili, nawet przez tele­fon. Robi­li­śmy TO na spo­koj­nie, a cza­sami namięt­nie przez całą noc. Zda­rzało nam się krzyknąć i trza­snąć drzwiami. Bo ni­gdy nie jest ide­al­nie.



  Czło­wiek, kiedy wali mu się grunt pod nogami, zdaje sobie sprawę, jak bar­dzo potrze­buje tej dru­giej, bli­skiej mu osoby. Zdaje sobie sprawę, jak bar­dzo tego potrze­buje, jak bar­dzo potrze­buje tej cho­ler­nej roz­mowy. Słów otu­chy, wspar­cia, dobrej rady i poprawy humoru.




   Od tam­tej pory nie szukamy wymówki, roz­ma­wiamy przy poran­nej kawie, przy śnia­da­niu i przed snem wie­czo­rem. Pod­czas spa­ceru i zabawy z Zosią rów­nież.



   Każdy czło­wiek potrze­buje roz­mowy. Cza­sem nawet roz­mowa o przy­sło­wio­wej „dupie Marynie” potrafi zdziałać cuda. Wiel­kie cuda, podnieść czło­wieka nad linie pro­ble­mów, oderwać się od tego.



   Zau­wa­ży­łam, że kiedy bra­ko­wało nam roz­mowy, to rela­cje mię­dzy nami zaczy­nały się psuć. Wszystko dusi­li­śmy w sobie, pozo­sta­jąc SAM na SAM z pro­ble­mami. Prze­cież zwią­zek to nie tylko spa­cery ręka w rękę, patrze­nie sobie w oczy czy wypady do kina. Związek to przede w­szyst­kim roz­mowa. Nie pre­zenty, nie sex a roz­mowa pozwala roz­wi­nąć skrzydła w związku, pozwala poznać drugą połówkę. Będąc razem można więcej.



   Wspól­nie łatwiej jest zmierzyć się z pro­ble­mami, ale rów­nież o tych pozy­tyw­nych tema­tach naj­le­piej roz­ma­wia się z bli­ską osobą.



   W naszym związku rozmowa jest tak ważna, że nie potra­fi­ła­bym nikomu powiedzieć tyle, ile powiem Kry­stianowi. To działa w dwie strony – of course!

środa, 12 lipca 2017

Kobieto, nie bój się porodu!

Jesteś w ciąży i na kawce z koleżankami nasłuchałaś się jakim traumatycznym przeżyciem jest poród?
Obawiasz się, jak to będzie u Ciebie, czy dasz radę, czy zniesiesz ból?


Głowa do góry! Urodzić i tak
musisz. ;)



Mało motywujący wstęp? Owszem, ale ja Ci nie napiszę, że poród to relaks na sali porodowej, bez bólu, i że będzie tak jak na kawce z psiapsiółką.

Zanim zaczniesz czytać dalej, musisz wiedzieć, że każdy poród jest inny i  każda kobieta go inaczej znosi. Ważne jest nastawienie mamy, która przekracza próg sali porodowej.


Myślisz sobie, że się wymądrzam, bo pewnie poród miałam lekki, albo jeszcze lepiej, bo pewnie to była cesarka. Otóż nie. Rodziłam naturalnie i poród nie był lekki. Chyba żaden poród lekki nie jest. Jednak według mnie dużą rolę odgrywa nastawienie kobiety. Ja byłam przygotowana i nastawiona psychicznie, że poród boli. Wiedziałam, żeby się nie bać, bo strach w niczym nie pomoże, a będzie robił tylko sztuczny tłok na sali porodowej.
Myślę, że kobieta powinna być również przygotowana na ewentualną cesarkę. Poród różnie przebywa i nie mamy na to wpływu.



Mówią, że kobieta po porodzie zapomina o bólu...


Zgadzam się z tym. Za kilka dni minie rok od mojego porodu, a ja już na drugi dzień niewiele pamiętałam, wszystko opowiadał mi Krystian. Gdy urodziłam Zosie i zobaczyłam ją uśmiechniętą, nic innego nie miało znaczenia. Ból poszedł w nie pamięć. Drogie przyszłe mamy, same się przekonacie, że nie ma się czego bać.


Nie zostań z tym sama!


Myślę, że warto podczas porodu mieć kogoś bliskiego obok. Ze mną był partner, oboje tego chcieliśmy i nie braliśmy innej opcji pod uwagę. Jednak jeżeli wasz partner, nie może bądź nie chce być przy porodzie, to poproście mamę, siostrę czy przyjaciółkę. Szczerze polecam. Warto w takiej chwili mieć wsparcie.



Połóg.


Pewnie nie raz czytałyście o strasznym połogu, który to jest gorszy niż sam poród. Nie wiem, skąd to się bierze i jak kobiety, które go opisują, przechodzą ten czas, ale dla mnie to nie było nic strasznego.



Byłam szyta. Zewnętrznie i wewnętrznie. Urodziłam w nocy, a nad samym ranem chodziłam jak przed ciążą i normalnie siadałam. Wszystko wkoło siebie i Zosi robiłam sama. Nie prosiłam o środki przeciwbólowe (w Irlandii byłam o to pytana średnio co godzinę), bo nie było takiej potrzeby. Oczyściłam się w 4 tygodnie. Po 6 tygodniach od porodu byłam na kontroli ginekologicznej. Tego również nie ma się co bać. Będziecie wiedziały, czy wszystko się goi i czy wszystko jest ok.


Pozdrawiam! Agata


PS. Drogie przyszłe mamy głowa do góry, a mamy „po fachu” podzielcie się swoimi doświadczeniami ;*


Bądź na bieżąco:)

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *