wtorek, 28 marca 2017

Dlaczego warto zostać rodzicem?



Poznajesz tego wymarzonego, myślisz o dziecku, rozmawiacie o imionach. Po długich staraniach na teście ciążowym widzisz 2 kreseczki, a na USG bijące serduszko. Czujesz ekscytacje i radość buzuje, razem z nią hormony. Zaczynasz planować, kompletować wyprawkę, myśleć o porodzie.

Zastanawiałaś się kiedyś, co takiego daje rodzicielstwo? Co zmieni się w Twoim/ Waszym życiu, gdy na świecie pojawi się ta mała, niczego nieświadoma istotka?

Ja zadawałam sobie to pytanie każdego ranka, gdy piłam kawę. Każdego popołudnia, gdy usłyszałam dziecko na ulicy, bądź zobaczyłam w tv. Każdego wieczora, gdy rozmawiałam z Krystianem.

Pragnęłam zostać z mamą, jednak miałam pełno obaw. Przecież mieszkaliśmy w obcym kraju, z dala od bliskich. Zdani tylko na siebie. My — młodzi, niedoświadczeni, kontra Ona — niewinna, bezbronna mała istotka.


Dziś po tych kilku miesiącach, wszystkie obawy odeszły w dal. Jesteśmy szczęśliwi i nie żałujemy decyzji, o zostaniu rodzicami. Przecież bycie rodzicem, to nie tylko nieprzespane noce, sterta prania i prasowania, brak imprez i innych rozrywek ze znajomymi. 




Dziecko zmienia świat o 180 stopni. I niekoniecznie te zmiany są negatywne. 

My w rodzicielstwie widzimy wiele pozytywnych stron. Dziś je Wam przedstawię. 

Dlaczego warto zostać rodzicem ?

1. Pierwsze co przychodzi mi do głowy, to słowa Krystiana: „Od kiedy jest Zosia, nie jest tak nudno. Bardziej niż wcześniej mamy ochotę wychodzić na długie spacery”.

To prawda, wcześniej często zdarzało nam się, że zamiast wyjść na świeże powietrze, zalegaliśmy na kanapie przed tv, bądź przed ekranem monitora. Od kiedy zostaliśmy rodzicami, spacery są przyjemnością. Każdy dzień niesie ze sobą coś nowego, co odmienia nasze życie w każdym detalu.






2. Dziecko wprowadza w życie wiele radości. Atmosfera w domu jest bardziej pozytywna. Skupia całą uwagę rodziców tylko na sobie. 


Kiedy zostajesz rodzicem, robisz się bardziej czuły i bawią Cię najdrobniejsze rzeczy. Kiedy mała istotka się uśmiechnie, uśmiechają się wszyscy wkoło. Teraz kiedy Zosia jest większa i budzi nas z uśmiechem na twarzy, trudno, aby wstać niezadowolonym. Dzień nabiera pozytywnej energii.



3. Dziecko uczy bezwarunkowej, jedynej, prawdziwej miłości.

Tutaj każdy rodzić wie, o czym mowa. Tylko rodzice potrafią tak kochać dziecko, a dziecko tak rodziców.


4. Byciem rodzicem jest wielką, nieznaną przygodą.

Nigdy nie wiemy, co czeka nas za 5 minut, godzinę, jutro czy za tydzień. Nie planujemy nic na przód. Ciężko jest się z kimś umówić, skoro dziecko może nagle np. zacząć ząbkować. Z dzieckiem poznajemy świat na nowo. Jako rodzice, chcemy pokazać mu wszystko.


5. Możemy podszkolić gotowanie.

Myślisz sobie: „jak to?
A tak, że kiedy zostaniesz rodzicem (w większości ten punkt dotyczy mam), zaczynasz sprawdzać etykiety, składy. Szukasz u wujka Google porad, co jest najzdrowsze i najlepsze dla Twojego maleństwa. Nie chcesz podawać gotowych słoiczków, bo przecież sama zrobisz to lepiej. ;)


6. Dziecko jest dopełnieniem związku dwojga ludzi.



Pojawienie się dziecka na świecie, pokazuje nam, jaka jest nasza druga połówka, czy jest cierpliwa, uległa a może leniwa i na wszystko reaguje agresywnie. W naszym przypadku, po pojawieniu się Zosi, Krystian pokazał, jaki jest nadopiekuńczy. Wszystko 10 razy sprawdza, analizuje. Drugą rzeczą, jaką zauważyłam, to to, że córce oddałby wszystko. Nie ma ceny, która by go przeraziła, i nie ma dla niego rzeczy niemożliwych.





7. Rodzicielstwo uczy nas odpowiedzialności.


To bardzo ważny punkt, bo od niego wszystko w dużej mierze zależy. To od nas — rodziców zależy, jak wychowamy nasze dziecko, czego je nauczymy i jakim będzie człowiekiem. Bierzemy odpowiedzialność za los małego człowieka, to jak o nie teraz zadbamy, będzie widniało w nim do końca życia.




8. Musimy stanąć na wysokości zadania.


Musimy być dla naszego dziecka najlepsi. Dać z siebie wszystko. Codziennie toczyć walkę i tę walkę wygrywać. Nie okazywać słabości. Nie ma szans, aby pokazać, że nie damy rady. Mamy dla kogo i o co walczyć. Dzieci dają nam siłę, napędzają energią.




9. Możemy poznać siebie samych na nowo.


Krystian zawsze śmiał się, gdy ktoś podczas zabawy mówił do dziecka. Twierdził, że mówi sam do siebie. Zmieniło się, to gdy został ojcem i zaczął mówić do Zosi. ;-)
Myślę, że jest sporo cech, które ujawniają się, dopiero po narodzinach dziecka. Człowiek się wtedy strasznie zmienia i zmieniają się jego poglądy.


10 Zostawimy po sobie piękny, najpiękniejszy, najwspanialszy ślad.

Dziecko jest dowodem na to, że wypełniliśmy misje. Misję, którą sami wybraliśmy. I to od nas będzie zależeć, jak owocna była ta misja. Jakim człowiekiem będzie nasze dziecko. Dowodem na to, że warto było się poświęcić, pokazać dziecku drogę, wychować w cieple i miłości, wśród najbliższych mu osób. Przecież to ważne.


W dniu, kiedy nas zabraknie, nie znikniemy całkowicie z tego świata. Pozostawimy po sobie ślad. To, co zaczęliśmy, będzie kontynuowane, dając przykład jak tworzyć szczęście, pielęgnować miłość i zbudować prawdziwy dom.






 Rodzice nie wychowują dzieci dla siebie, tylko dla świata i dla nich samych. Kiedy chcą być dobrymi rodzicami, starają się oprócz korzeni dawać dzieciom także skrzydła. – Agnieszka Stein


poniedziałek, 20 marca 2017

Baby blues - trudne początki macierzyństwa.






Na dzień kobiet zamówiłam sobie książkę „nieperfekcyjna mama” Ani Dydzik. To, że nie jestem perfekcyjna, wiedziałam już dawno. Jednak dzięki tej książce, zrozumiałam, jedną, bardzo ważną rzecz. Po porodzie dopadł mnie baby blues. . Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam. Po przeczytaniu kilku stron uświadomiłam sobie, że miałam z nim odczynienia.


Przeżyłam poród i szczęśliwa wróciłam do domu. Kiedy leżałam w szpitalnej sali, wszystko było dobrze. W domu czekał na nas tatuś i 2 babcie. Moja mama była z nami 3 dni, po czym musiała wracać. Mama Krystiana została dłużej.
Po powrocie do domu zaczęłam się dołować, obwiniałam się za każdy płacz. Przyjmowałam na klatę wszystkie komentarze typu: mała się nie najada, ma rozwolnienie, bo napiłaś się soku, zjadłaś to, czy tamto i dlatego mała płacze, pewnie ją przez CIEBIE boli brzuszek.. Za cienko ją ubierasz, za grubo, nie taka czapeczka, te skarpetki uciskają. Źle ją trzymasz i źle myjesz. Takich komentarzy była masa. Każdy jeden brałam na klatę i sama siebie obwiniałam, że jestem złą matką. Często zamykałam się w pokoju i płakałam w poduszkę. Nie miałam ochoty wychodzić z łóżka. Po co, skoro wszystko robię źle?





Wtedy z pomocą przychodził Krystian i swoim dobrym słowem podnosił mnie na duchu.
- Zobacz, jak się uśmiecha.
- Zobacz, jaka jest szczęśliwa.
- jesteś najlepszą mama.
- nikt nie da jej tyle miłości i ciepła co ty.
I wiele, wiele innych zdań, które sprawiały, że czułam się potrzebna.
Jednak chyba najbardziej wtedy potrzebowałam jego obecności. Kiedy dopadła mnie rozpacz, przyjeżdżał. Wszystko rzucał i przyjeżdżał. Był ze mną, kiedy go potrzebowałam. Brał Zosie na ręce i się do mnie przytulali. Pokazywał mi, że mam dla kogo żyć, że jestem im potrzebna.
Wcześniej nawet o tym nie pomyślałam, że to może być początek depresji, i dziś po 8 miesiącach jestem mu bardzo wdzięczna. Ja miałam go, osobę, która mi pomogła to wygrać. Wygrać walkę z samą sobą.




W telewizji coraz częściej się słyszy, że matki krzywdzą własne dzieci. Myślę, że w dużym stopniu są to matki, które nie mają wsparcia bliskim im osób.
Na Instagramie wszystkie mamy chcą być idealne, ale wszyscy dobrze wiemy, że za tymi uśmiechami kryją się wszelkiego rodzaju kłopoty. Przecież nikt publicznie nie powie, że najzwyczajniej w świecie nie daje rady. Nie powie, że ma ochotę wszystko rzucić i wyjść. Nie powie, że jest niewyspana, a dzień jest gorszy od nocy.
Kobiety mają jakieś dziwne przekonanie, że muszą być silne. Ja dziś otwarcie przyznaje, że nie byłam. Że początki macierzyństwa sprawiały, że chciałam wyjść i nie wrócić. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że winne temu wszystkiemu jest społeczeństwo i presja, jaką naciska.


piątek, 3 marca 2017

Prezenty na roczek - wersja dla dziewczynki.






  Do Zosi pierwszych urodzin zostało jeszcze sporo czasu. Dziś chciałabym podzielić się z wami pomysłami na prezenty z tej okazji, a naszym bliskim ułatwić wybór.
   Często bliscy czy znajomi pytają co podarować dziecku bądź obdarowują niepotrzebnymi prezentami. Kiedy Zosia przyszła na świat, nasi znajomi wręczali nam „symboliczną kwotę”, ponieważ wyprawkę mieliśmy skompletowaną, a ubranek i pampersów pod dostatkiem.
   Na chrzciny w większości Zosia również dostała pieniążki, które wpłaciliśmy jej na lokatę. Od chrzestnych otrzymała złoty łańcuszek i srebrną bransoletkę z grawerunkiem oraz olbrzymiego misia.
   Na roczek nie chcielibyśmy, aby dostała kolejny raz pieniądze, tylko podarunek, z którego będzie się cieszyć. Oto kilka naszych propozycji:




  • Tablica kredowa, 76zł znajdziecie ją TU



  • pchacz/ wózek dla lalek, 219zł Znajdziecie go TU






  • Koń na biegunach, 229zł znajdziecie go TU



  • namiot/ tipi, 339zł, znajdziecie go TU




  • baldachim, 449zł, znajdziecie go TU



  • Różnego rodzaju książeczki i puzzle, również będą fajnym prezentem. 



Należy pamiętać i uczyć dziecko, że nie liczy się jaka jest cena produktu, a gest. Powyższe propozycję są tylko przykładem. Zamiast kupować można np. samemu stworzyć taki baldachim.

Pozdrawiam serdecznie, Gusia. ;*



środa, 1 marca 2017

Ciąża z pozycji leżącej.




Dziś opowiem Wam o moich sposobach, na przetrwanie ciąży, kiedy jesteśmy zmuszone leżeć. Wiem, że to nie sprawdzi się u mam, które mają już starsze szczęścia. 

Ciąża z Zosią była ciążą bardzo problematyczną. W sumie, od kiedy dowiedziałam, że w moim brzuchu rozgościł się lokator, lekko nie miałam. Musiałam się oszczędzać (co powinna czynić każda kobieta w ciąży) i znosić codzienne czułości w toalecie (nie tylko w I trymestrze, a do samego porodu).

Na początku 3 miesiąca zaczęły się komplikacje i zostałam zmuszona do leżenia. Kiedy jedne problemy znikały, na ich miejsce wskakiwały następne, i tak praktycznie do porodu. Jedyny wysiłek, na jaki miałam przyzwolenie, to przyniesienie sobie kubka z herbatą do pokoju.

Jak zniosłam te wszystkie miesiące? 

Po pierwsze i chyba najważniejsze, to powtarzałam sobie, że to wszystko dla dobra maluszka. Dla tej małej istoty znajdowałam siły, aby walczyć. Pomijając motywację, szukałam sobie zajęcia. Czytałam książki, szukałam interesujących mnie zagadnień związanych z macierzyństwem, czytałam blogi, i oglądałam filmy na YouTube.


Pomyślicie, że nic nadzwyczajnego. Jednak najwięcej czasu pochłaniało znalezienie bloga, który będzie prowadzony z serca, i kanału na YouTube, który będzie prowadzony z pasją, a nie tylko z myślą o zarobku. Wiele razy, kanały, które odnajdywałam, okazywały się porażką (z mojego punktu widzenia, bo każdy ma inny gust), a blogi do siebie nie przyciągały. Teraz chciałabym się z Wami podzielić tym, co sama znalazłam. Razem z koleżanką stworzyłyśmy kilka dni temu stronę na Facebook'u, na której chcemy zgromadzić mamy blogujące i vlogujące. Mamy, które są znane, ale również te, o których być może mało słychać, a robią coś z pasją. 

Jeżeli jesteście ciekawe, to zapraszamy, i podajcie koniecznie namiary, na mamy udzielające się w sieci. ;)

 Kliknij tu! ;)

Ps. Wszystkie mamy, których wizerunki udostępniamy na stronie, dobrowolnie się na to zgodziły. 

Buziaki. ;*

Bądź na bieżąco:)

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *