piątek, 29 września 2017

Córeczka tatusia







Zadaniami prawdziwego faceta są: wybudowanie domu, posadzenie drzewa i spłodzenie syna. Tak mówią. Mężczyźni marzą o synach, a tracą głowę dla córek. U nas się to z pewnością sprawdza i przyznajemy temu racje. Ojcowie uwielbiają swoje małe księżniczki. Relacje, jakie łączą ojca z córką, mają ogromny wpływ na charakter i wychowanie oraz w dużym stopniu mają znaczenie, jakimi będą kobietami w przyszłości i jak będą spostrzegać innych ludzi.



Co pomaga budować więzi i sprawia, że jest ona szczęśliwym dzieckiem?




Obecność od początku. 

     Faceci często boją się momentu, kiedy dziecko przyjdzie na świat. Zastanawiają się, jak to będzie i czy dadzą sobie radę. Czy zdołają zapewnić dziecku godne życie i wychowają na dobrego człowieka? Czy sprostają wszystkim zadaniom? Wiadomo, że matki mają lżej. Budują więź z dzieckiem od samego początku, maleństwo słyszy bicie jej serca, głos. Kiedy po porodzie kobieta dodatkowo karmi piersią, to bliskość jeszcze się zwiększa. Wiadomo, że po stronie ojca leży zapewnienie warunków do normalnego życia, więc wychodzi do pracy i znika na kilka godzin. W tym czasie mama spędza czas z dzieckiem.
U nas było o tyle dobrze, że Krystian towarzyszył mi na każdej wizycie u lekarza. Był na bieżąco z wiadomościami dotyczącymi rozwoju dziecka. Mówił do Zosi, kiedy była jeszcze lokatorką mojego brzucha. Na porodówce to on ją pierwszy tulił. Uspokoiła się, kiedy usłyszała jego głos. Po powrocie ze szpitala pomagał mi przy niej, kiedy tylko mógł. Kąpał, przebierał. Leżał obok w każdą możliwą chwilę. Wstawał w nocy, aby podać mi ją do łóżka.
Myślę, że nie powinnyśmy ograniczać ojców w obowiązkach związanych z dzieckiem. Mimo tego, że Krystian nigdy nie przebierał tak małego dziecka, to w szpitalu on przewinął, gdy Zosia oddała pierwszą kupkę. Z kąpaniem też początkowo miał problem, nie wiedział jak ją obrócić, jak dobrze złapać i, mimo że pierwsze próby były ciężkie i był mokry jak po dobrym maratonie, to nauczył się sam, z własnego doświadczenia i z czasem szło mu jak po maśle.
Ubieranie też opanował, kilka razy się pogubił co do czego i jak wygląda pielęgnacja po kąpieli, ale po kilku dniach wiedział jak dbać o kikut, jak wycierać główkę, jak czyścić nosek i wiele innych.
Ogromną więź zbudował z Zosią, gdy układał ją do snu. Początkowo tulił ją do siebie i kołysał, a z czasem nucił jej kołysanki. Jak widać, aby okazywać miłość i ciepło nie trzeba wiele czynów. Małe gesty potrafią wiele zdziałać.








Zrozumienie


      Nasza relacja z dzieckiem będzie miała wpływ na jego dalsze życie. Na kolejnych etapach dzieci mają różne potrzeby i naszym zadaniem jest je zrozumieć. Wiadomo, że roczne dziecko ma inne potrzeby niż 5- letnie, a 5-letnie inne niż 12 -letnie. Musimy być z dzieckiem, aby zrozumieć czego w danym momencie swojego życia, od nas potrzebuje.







Poczucie bezpieczeństwa


     Córka chce czuć, że może oprzeć głowę na silnym ramieniu ojca. W wieku dziecięcym jest towarzyszem w zabawie i chroni przed niebezpieczeństwami. Ważne, aby w późniejszych latach również miała pewność, że może liczyć na swojego tatę, że w gąszczu codziennych obowiązków znajdzie dla niej czas. Łagodność, zrozumienie, troska to również składa się na obraz męskości widziany oczami córek.


     Dla kilkuletniej dziewczynki tata to wzór, bohater, najbardziej ukochany na świecie mężczyzna. Warto pamiętać, że dziecko nas naśladuje i warto pokazywać mu świat wartości, uczyć szacunku do innych ludzi i dzielenia się radością, nasze zachowanie powinno wskazywać dobroć. Będąc bohaterem własnej córki, warto pamiętać, że trzeba umieć przyznać się do błędu oraz że nie należy się poddawać i dążyć do celu, pracujmy nad charakterem. To będzie ważna lekcja wytrwałości i pokory przydatna w późniejszym życiu.







Konsekwencja


     Córeczka tatusia, oczko w głowie, księżniczka — nie bez powodu powstały takie określenia. Faceci tracą głowę dla swoich córek i są zakochani w nich bez pamięci. To wszystko jest urocze i że tak powiem słodkie, jednak należy pamiętać o przestrzeganiu pewnych zasad, reguł i konsekwentnej postawie. W przeciwnym razie zwrot córeczka tatusia będzie oznaczało rozpieszczenie i spełnianie kaprysów, a nie o to chodzi. 






Pielęgnowanie uczucia własnej wartości 





Od relacji ojca z córką zależeć będzie:
  •  jaka będzie kobieta
  •  jaki będzie miała stosunek do innych ludzi
  •  jak będzie postrzegać innych mężczyzn
  •  jaka będzie miała wizje rodziny
  •  czy będzie potrafiła ufać.




     A może okaże się rozpieszczoną egoistką, widzącą tylko czubek własnego nosa. Bo przecież tato na wszystko pozwalał i wszystko dawał.
Należy dzieci uświadamiać, że są wartościowymi ludźmi, nauczyć wytrwałości w dążeniu do celu, dawać im dowody miłości i poczucie stabilności. Równocześnie nie należy przymykać oczu na niewłaściwe zachowanie. Spokojnie tłumaczyć co jest złe. Córka musi wiedzieć, czego nie tolerujemy i co jest złe.








Relacje z matką dziecka


     Dziecko jest obserwatorem. Wszystko, co go otacza, dopiero poznaje małymi krokami. Ważne jest, aby dawać mu warunki do spokojnego rozwoju. Środowisko, gdzie są ciągłe kłótnie i wyzwiska, nie jest odpowiednim miejscem dla małego człowieka. Dziecko parzy i obserwuje, jakie są relacje pomiędzy rodzicami. Układa sobie obraz relacji damsko — męskich. Okazywane współczucie, miłość, okazywanie uczuć, zrozumienie, wsparcie. To wszystko może wpłynąć na późniejszy stosunek do partnera, rodziny i relacji międzyludzkich oraz o pojęciu udanego związku i szczęśliwej rodziny.








Myślę, że wiele z tych rzeczy tyczy się również w relacjach z synami. Jednak ciężko mi powiedzieć jak to wygląda w realnym życiu. Sama jestem kobietą i dla mojego ojca zawsze byłam „malutka”. Nie mam syna, więc jeśli kiedyś do naszej rodzinki dołączy kolejny mały facet, to na pewno Wam powiem, jak to jest mieć syna, jakie ma relacje ze mną i z ojcem. Wiadome jest jedno, że każdy rodzic kocha swoje dziecko, bez względu jakiej jest płci. A czy to jest córeczka tatusia” czy synek mamusi to już ma najmniejsze znaczenie. Może podzielicie się ze mną, jakie relacje panują w Waszych domach,hmm ? :)




czwartek, 21 września 2017

Dom na wsi - spełniamy nasze marzenia.







Gdy słyszymy dom, domek to wyobrażamy sobie chatkę z białym płotkiem, werandą tudzież tarasem i wielkim ogrodem. W tle malowniczy widok lasu, jeziora bądź gór. Najlepiej wolnostojący z dala od ludzi. 

W naszym przypadku jest wręcz przeciwnie, jednak nic nie jest tak zupełnie oczywiste. Może zacznę od początku...

Ja praktycznie całe życie mieszkałam na wsi. Pomyślicie „o super”. Niezupełnie. Mieszkałam w bloku, na jednej klatce moja rodzina + 8 innych. W bloku są 2 klatki więc łącznie 18 rodzin. Jednak nie przeszkadzała mi ilość sąsiadów. Mieszkałam na II piętrze. Wiecie jak to w blokach: wspólna klatka, wspólne podwórko, cienkie ściany, przez które wszystko słychać. Ci mieszkający na górze mają problem z przeciekającym dachem, natomiast Ci na dole zawsze najbardziej słyszeli krzyczące dzieci pod oknami. 

Krystian z kolei pół życia mieszkał w mieście i zawsze powtarzał, że jego dom będzie na wsi. Gdzie latem będzie mógł rozpalić grilla i posiedzieć przy piwku. Gdzie po pracy będzie mógł spędzać czas z dziećmi na podwórku. Z dala od zgiełku miasta, od hałasu. Myśląc o przyszłości, widzieliśmy nas na wsi. Tego byliśmy pewni.


Decyzja o kupnie tego właśnie domu była spontaniczna. Zaczęło się od tego, że zadzwoniła do nas moja mama z informacją, że w mojej rodzinnej miejscowości jest wystawiony na sprzedaż dom, a raczej pół domu czy jak kto woli dom w zabudowie bliźniaczej. Zanim podjęliśmy decyzje i wszystko dokładnie przemyśleliśmy, okazało się, że ten akurat dom jest sprzedany. Skoro jednak postanowiliśmy osiedlić się na wsi, to w okolicy zaczęliśmy szukać innej nieruchomości. Z pomocą przyszła ciocia Krystiana, która powiedziała nam o ogłoszeniu, na które ostatecznie się zdecydowaliśmy. Krystian poleciał do Polski go obejrzeć i zacząć załatwiać wszystkie formalności. Myślę, że dodatkowym atutem był i jest fakt, że jest to miejscowość, gdzie mieszkają jego dziadkowie i gdzie spędził część swojego dzieciństwa. Dodatkowo jego rodzice pochodzą z tej miejscowości i tam się wychowali. Ja nie protestowałam, od moich rodziców dzieli nas zaledwie kilka minut drogi. Byliśmy zadowoleni z wyboru.



Krystian z pomocą cioci zabrał się za załatwianie formalności. Nie spodziewaliśmy się, że wtedy jeszcze właściciele mają taki bałagan w dokumentach. Sprostowanie wszystkiego ciągnęło się tygodniami. W końcu wszystko się udało i zakup doszedł do skutku. 


Nie wszyscy dzielili z nami radość.

Przykro mi to przyznać, ale spotkaliśmy się z negatywnym odbiorem naszego szczęścia. Usłyszeliśmy sporo krytyki:

* przecież na wsi nie da się mieszkać,

* daleko od miasta,

*kupujecie dom na totalnym zadupiu,

* z pracą ciężko,

* w piecu trzeba palić,

* remont trzeba zrobić,

* to nie dom, tylko rudera.

I wiele, wiele innych...


Znaleźli się też tacy co to ani nie krytykowali, ani nie pochwalili naszej decyzji, tylko siedzieli ciacho. 


Sama jestem zadowolona z wyboru. Mamy dom, a raczej pół domu, bo jest w zabudowie bliźniaczej. Mamy podwórko, własne odgrodzone, niedzielone z sąsiadem. Dorobiliśmy się miejsca, do którego możemy wrócić z emigracji. Owszem trzeba zrobić remont. I to całkiem spory, ale zrobimy „po swojemu” tak, jak będziemy chcieli. W mieście nie czulibyśmy się dobrze.
Z okna w salonie i w sypialni mamy widok na mały staw, Zosia będzie miała swój pokój. Do morza mamy blisko, w pobliżu lasy...


Gdy latem robiliśmy centralne ogrzewanie, usiadłam z kubkiem kawy przed domem, wkoło panowała cisza i było słychać tylko ćwierkanie ptaszków, Zosia drzemała na podwórku. Krystian się wtedy do mnie przysiadł, przytulił i powiedział, że tu będziemy szczęśliwi. I ja w to wierze. ;)



PS. Już sobie wyobrażam, jak cudownie będzie usiąść wieczorkiem w ogródku, z lampką wina bądź kubkiem gorącej herbaty i tworzyć wpisy dla Was i dla nas płynące prosto z serca.

Całuje Agata.



wtorek, 12 września 2017

Planowanie wydatków + sposoby na oszczędzanie - rodzina2plus1




Photo credit: Foter.com



Jakiś czas temu zaczęłam się zastanawiać, dlaczego wydajemy więcej, niż powinniśmy, oraz na co dokładnie wydajemy. 
Zrezygnowaliśmy z jedzenia poza domem, na wielkie wycieczki nie jeździmy a zakupy niezwiązane z produktami spożywczymi, już dawno nie miały miejsca. 

Postanowiłam po rozmowie z Krystianem, że zacznę rozpisywać nasze dochody i wydatki. Zaczęliśmy zbierać paragony i trzymamy to w jednym miejscu. Każdą wypłatę z bankomatu, przelew czy płatności kartą odnotowuje w tabeli. Dzięki temu widzę ile i na co wydajemy w danym tygodniu. 
Tabele mam rozpisaną na tygodnie, z tego względu, że tak nam wygodniej. Nasze dochody wpływają na konto raz w tygodniu, a nie tak jak u większości osób raz w miesiącu. Przed rozpisanymi tygodniami mam jedną tabelę, pokazującą cały miesiąc i zaznaczam wszystkie stałe zobowiązania. Np. 23. każdego miesiąca mamy płatność za internet i taka adnotacja jest w miesięcznej tabeli.
Wypisujemy również jakie wydatki mogę mieć miejsce w danym miesiącu, ale nie muszą. Np. Gdy planujemy podróż do Polski, to biletów szukamy wcześniej i to bierzemy pod uwagę. 

Przechodząc do planu tygodnia, to zapisujemy wszystko, co wpłynęło na nasze konto, oraz ile z niego wydaliśmy. Nie rozpisuje dokładnie każdego produktu, bo wszystko jest na paragonach.
Skupiamy się na kwotach końcowych, np. jeśli w supermarkecie zapłaciliśmy 50 euro, to tyle wpisuje do tabeli. 
Wypłat z bankomatów również nie rozpisuje na poszczególne wydatki, z dwóch oczywistych powodów. :
 * Po pierwsze, z bankomatu przeważnie wypłacamy, aby mieć na drobne wydatki, typu mleko, chleb czy woda. Tabela nie miałaby końca.
* Po drugie, nie chce aż tak kontrolować wydatków. Np. Krystian ma prawo mieć swój grosz w kieszeni, z którego nie musi się tłumaczyć. Może głupi przykład podam, ale gdybym ściśle wszystko rozpisywała, to Krystian nawet nie napiłby się piwa z kolegą, bo byłby pod kontrolą, a tak ma swoje zaskórniaki, z którymi robi to, co chce i kupuje to, na co ma ochotę. 



Od kiedy zaczęłam wszystko rozpisywać, widzę, na co możemy sobie pozwolić, a z czego lepiej zrezygnować, aby zaoszczędzić.




Sposoby na oszczędzanie.

Zapiski prowadzę od 3 tygodni. Może nie jest to zbyt długi czas, ale mimo tego widzimy, gdzie popełnialiśmy błędy, i gdy je poprawiliśmy, zauważamy, że nasz budżet się poprawia.
Sposoby na oszczędzanie, które u nas się sprawdzają to przede wszystkim lista zakupów. Wcześniej wchodziliśmy do sklepu i ładowaliśmy do koszyka wszystko na zasadzie, że się przyda. Efekt tego był taki, że sporo produktów lądowało w koszu, bo nie daliśmy rady ich zjeść i się zepsuły.
Aby zaoszczędzić na zakupach spożywczych, warto usiąść i rozpisać obiady na cały tydzień. Do tego stworzyłam osobą tabele, gdzie wpisuje pomysły na obiady, a obok produkty, których potrzebuje, a nie mam ich w domu. Jest to świetne rozwiązanie, bo kupujemy tylko to, co potrzebujemy. Na tę listę wpisuje również produkty, które się skończyły bądź została reszta i zużyje produkt w ciągu kilku dni.


Kupujemy wszystko z listy, a w tygodniu, gdy zabraknie mleka, czy trzeba iść po chleb, to wysyłam Krystiana. On kupi to, co musi, a ja zawsze dobierałam, a to sok, a to ciastka, a to batonik. Niby wydatek nie wielki, ale po kilku wyjściach do sklepu suma zbędnych wydatków rosła.
Zrezygnowaliśmy z dużej ilości słodyczy oraz kupujemy mniej przekąsek. Robi to dobrze nie tylko na nasz budżet, ale również na wagę i samopoczucie.
Na spożywce można również zaoszczędzić w jeden łatwy sposób. 
Nie kupujemy soków, tylko wodę, najzwyklejszą i sami dodajemy sok (babcia wysłała nam zapasy z polski domowej roboty) cytrynę czy limonkę z miętą. Smakuje lepiej, jest zdrowsza i tańszy jest jej koszt.
Wędlinę nie zawsze, ale od czasu do czasu również robimy sami.
Obiady i inne posiłki jemy w domu, zrezygnowaliśmy z fast foodów.
Jemy delikatnie przyprawione dania ze względu na Zosie, dzięki czemu przypraw zużywamy mniej.
Ograniczyliśmy trunki typu piwo, wino, wódka czy whisky. Pijemy okazjonalnie, a nie jak wcześniej do filmu, do kabaretu czy tak po prostu.
Teraz najważniejsza, najdroższa i najbardziej z tej zmiany jesteśmy dumni. Oboje rzuciliśmy palenie. Tak, nieidealna mama paliła. Nie jest to nawyk, którym warto się chwalić, jednak zerwanie z nałogiem jest powodem do dumy. Oprócz lepszego samopoczucia i rozpierającej dumy najbardziej cieszy się nasz budżet, bo na papierosy wydawaliśmy 55 € tygodniowo. 



Odkąd kupiliśmy dom to mamy ogromną chęć oszczędzania, aby jak najszybciej wyremontować domek i wrócić do Polski. Wiemy, że każdy zaoszczędzony grosz nas do tego przybliża.

sobota, 2 września 2017

We love hand made - rodzina2plus1


Obecnie mieszkamy w Irlandii, jednak sercem jesteśmy w Polsce. Jeszcze minie trochę czasu, zanim całą rodziną osiedlimy się w naszym domku na wsi na stałe.


   Przeglądając Instagram i Facebook odnajduje wiele sklepów, które mają w swoim asortymencie produkty tworzone z serca. Nie są to masówki z sieciówek. Odnajdując każdy kolejny sklep, popadam w zachwyt, i mam ochotę wszystko wykupić. Jednak trzeba znać umiar.

   Jak wiecie, jesteśmy w trakcie generalnego remontu naszego domku. Wszystko jest mocno opóźnione, jednak nie mogę się doczekać efektu końcowego.
Z ogromnym sercem skupiamy się na urządzaniu pokoju Zosi. Ja nigdy nie miałam własnego pokoju, Krystian owszem miał, ale wielkością nie zachwycał. Dla Zosi chcemy stworzyć taki mały raj na Ziemi. ;)


Nasze inspiracje znajdziecie TU -> KLIK


   Mimo, że z urządzaniem musimy jeszcze poczekać, to mamy już pierwsze dekoracje. Stawiamy na błękit, róż, mięta, biel i szarość. Zdjęcie tego nie odda, ale wybrane przez nas dekoracje są w odcieniach pastelowych. ;)






   Wspaniałe dekoracje znalazłam w sklepie Pracownia Mama. Wybraliśmy literki, z których utworzymy napis ZOSIA, lampkę nocną oraz 2 półeczki na książeczki. Wszystko łączy wspólny dekor serca i motylki.




Razem prezentują się fantastycznie, przez co nie mogę doczekać się, aż te cuda rozgoszczą się w pokoju naszej królewny.
Wszystko jest staranie wykonane, z dobrej jakości materiałów, widać, że są stworzone z serca.




Jeżeli jesteście taj samo zauroczeni jak my, to zapraszamy do Pracowni Mama


My polecamy z całego serca i na pewno jeszcze skorzystamy z oferty tego sklepu.








Drugą marką hand made, jaką chciałabym Wam polecić jest sklep Pracownia Mały Miś.

   Zamówiliśmy komplet dla Zosi na roczek. Wybraliśmy T-shirt z imieniem oraz spódniczkę w kolorowe motylki. 





   Komplet skradł moje serce i gdy tylko będę w Polsce to zamawiam kolejne. Użytkujemy od 3 miesięcy i wyglądają jak nowe. Z materiałem się nic nie dzieje, wzory nie farbują.
   

   Zapraszam Was na ich social media, gdzie znajdziecie cały asortyment, nie tylko w wersji dla dziewczynek.










Jak Wam się podobają dekoracje i komplecik? Wolicie zakupy w sieciówkach czy dołożyć kilka groszy i docenić kreatywne polskie marki?

A może macie jakieś sprawdzone marki hand made, które możecie polecić.?




niedziela, 30 lipca 2017

Jak TO robimy?




   Od kiedy zosta­li­śmy rodzi­cami, bra­kuje nam czasu dla sie­bie. Tata wpa­trzony w córkę, świata poza nią nie widzi. Mama zmęczona ganianiem za Zosią po całym dniu pada w mgnie­niu oka. Prze­cież TO jest tak ważne w związku, że na TO zawsze powinien być czas.



   Początki były trudne. Sku­pi­li­śmy się na spę­dza­niu czasu z Zosią, nie na sobie. Im Zosia była większa, tym było gorzej. Oboje tego potrze­bo­wa­li­śmy, tak bar­dzo potrze­bo­wa­li­śmy, a nie mie­li­śmy na to czasu. W sumie jedyną opcją były week­endy, ale wtedy Kry­stian czer­pał jak naj­wię­cej z czasu spę­dzo­nego z córką, a ja nie miałam serca im prze­szka­dzać.



   W ciągu dnia pochła­niały nas obo­wiązki. Musieliśmy zająć się Zosią, ogar­nąć miesz­ka­nie, zro­bić pra­nie, obiad, etc. Do tego odwie­dziny zna­jo­mych. Lubi­li­śmy ten tryb życia, jed­nak wie­czo­rem pada­li­śmy jak dzieci po wie­czo­rynce.



   Teraz uświ­ada­miamy sobie, że mogli­śmy robić TO nawet pod­czas posił­ków. Tylko że u nas wyglą­dało to tak, że rano szybka kawa, śnia­da­nie w biegu a bar­dzo czę­sto jego brak, obiad i kola­cja spo­ży­wane osobno.



   Niby robi­li­śmy wszystko, a tak naprawdę nie robi­li­śmy nic, aby TO popra­wić.



   Wtedy nastał dzień, kiedy zacze­li­śmy TO robić. Codzien­nie, a nawet kilka razy dzien­nie. Robi­li­śmy TO w każ­dym moż­li­wym miej­scu, w każdej wol­nej chwili, nawet przez tele­fon. Robi­li­śmy TO na spo­koj­nie, a cza­sami namięt­nie przez całą noc. Zda­rzało nam się krzyknąć i trza­snąć drzwiami. Bo ni­gdy nie jest ide­al­nie.



  Czło­wiek, kiedy wali mu się grunt pod nogami, zdaje sobie sprawę, jak bar­dzo potrze­buje tej dru­giej, bli­skiej mu osoby. Zdaje sobie sprawę, jak bar­dzo tego potrze­buje, jak bar­dzo potrze­buje tej cho­ler­nej roz­mowy. Słów otu­chy, wspar­cia, dobrej rady i poprawy humoru.




   Od tam­tej pory nie szukamy wymówki, roz­ma­wiamy przy poran­nej kawie, przy śnia­da­niu i przed snem wie­czo­rem. Pod­czas spa­ceru i zabawy z Zosią rów­nież.



   Każdy czło­wiek potrze­buje roz­mowy. Cza­sem nawet roz­mowa o przy­sło­wio­wej „dupie Marynie” potrafi zdziałać cuda. Wiel­kie cuda, podnieść czło­wieka nad linie pro­ble­mów, oderwać się od tego.



   Zau­wa­ży­łam, że kiedy bra­ko­wało nam roz­mowy, to rela­cje mię­dzy nami zaczy­nały się psuć. Wszystko dusi­li­śmy w sobie, pozo­sta­jąc SAM na SAM z pro­ble­mami. Prze­cież zwią­zek to nie tylko spa­cery ręka w rękę, patrze­nie sobie w oczy czy wypady do kina. Związek to przede w­szyst­kim roz­mowa. Nie pre­zenty, nie sex a roz­mowa pozwala roz­wi­nąć skrzydła w związku, pozwala poznać drugą połówkę. Będąc razem można więcej.



   Wspól­nie łatwiej jest zmierzyć się z pro­ble­mami, ale rów­nież o tych pozy­tyw­nych tema­tach naj­le­piej roz­ma­wia się z bli­ską osobą.



   W naszym związku rozmowa jest tak ważna, że nie potra­fi­ła­bym nikomu powiedzieć tyle, ile powiem Kry­stianowi. To działa w dwie strony – of course!

środa, 12 lipca 2017

Kobieto, nie bój się porodu!

Jesteś w ciąży i na kawce z koleżankami nasłuchałaś się jakim traumatycznym przeżyciem jest poród?
Obawiasz się, jak to będzie u Ciebie, czy dasz radę, czy zniesiesz ból?


Głowa do góry! Urodzić i tak
musisz. ;)



Mało motywujący wstęp? Owszem, ale ja Ci nie napiszę, że poród to relaks na sali porodowej, bez bólu, i że będzie tak jak na kawce z psiapsiółką.

Zanim zaczniesz czytać dalej, musisz wiedzieć, że każdy poród jest inny i  każda kobieta go inaczej znosi. Ważne jest nastawienie mamy, która przekracza próg sali porodowej.


Myślisz sobie, że się wymądrzam, bo pewnie poród miałam lekki, albo jeszcze lepiej, bo pewnie to była cesarka. Otóż nie. Rodziłam naturalnie i poród nie był lekki. Chyba żaden poród lekki nie jest. Jednak według mnie dużą rolę odgrywa nastawienie kobiety. Ja byłam przygotowana i nastawiona psychicznie, że poród boli. Wiedziałam, żeby się nie bać, bo strach w niczym nie pomoże, a będzie robił tylko sztuczny tłok na sali porodowej.
Myślę, że kobieta powinna być również przygotowana na ewentualną cesarkę. Poród różnie przebywa i nie mamy na to wpływu.



Mówią, że kobieta po porodzie zapomina o bólu...


Zgadzam się z tym. Za kilka dni minie rok od mojego porodu, a ja już na drugi dzień niewiele pamiętałam, wszystko opowiadał mi Krystian. Gdy urodziłam Zosie i zobaczyłam ją uśmiechniętą, nic innego nie miało znaczenia. Ból poszedł w nie pamięć. Drogie przyszłe mamy, same się przekonacie, że nie ma się czego bać.


Nie zostań z tym sama!


Myślę, że warto podczas porodu mieć kogoś bliskiego obok. Ze mną był partner, oboje tego chcieliśmy i nie braliśmy innej opcji pod uwagę. Jednak jeżeli wasz partner, nie może bądź nie chce być przy porodzie, to poproście mamę, siostrę czy przyjaciółkę. Szczerze polecam. Warto w takiej chwili mieć wsparcie.



Połóg.


Pewnie nie raz czytałyście o strasznym połogu, który to jest gorszy niż sam poród. Nie wiem, skąd to się bierze i jak kobiety, które go opisują, przechodzą ten czas, ale dla mnie to nie było nic strasznego.



Byłam szyta. Zewnętrznie i wewnętrznie. Urodziłam w nocy, a nad samym ranem chodziłam jak przed ciążą i normalnie siadałam. Wszystko wkoło siebie i Zosi robiłam sama. Nie prosiłam o środki przeciwbólowe (w Irlandii byłam o to pytana średnio co godzinę), bo nie było takiej potrzeby. Oczyściłam się w 4 tygodnie. Po 6 tygodniach od porodu byłam na kontroli ginekologicznej. Tego również nie ma się co bać. Będziecie wiedziały, czy wszystko się goi i czy wszystko jest ok.


Pozdrawiam! Agata


PS. Drogie przyszłe mamy głowa do góry, a mamy „po fachu” podzielcie się swoimi doświadczeniami ;*


czwartek, 8 czerwca 2017

Zaniedbana mama.






Po okresie dojrzewania było mnie dużo za dużo. Z własnego lenistwa nic z tym nie robiłam. Chyba nawet zbyt mi to nie przeszkadzało, po prostu nie przejmowałam się tym. Co innego, gdy zaczęłam spotykać się z Krystianem. Jemu to nie przeszkadzało, a ja coraz bardziej wstydziłam się własnego ciała. Robiłam wszystko, aby ukryć grube uda i wielki brzuch. Kiedyś byłam bardziej towarzyska, z czasem, kiedy waga rosła to pewność siebie malała.


Był czas, kiedy wzięłam się za siebie. Kilogramy leciały w dół, a obwód w pasie się zmniejszał. Pamiętam to uczucie, kiedy weszłam do sklepu kupić spodnie, i z przyzwyczajenia złapałam rozmiar L i poszłam do przymierzalni. Okazało się, że w eLce się topie. Dosłownie. W eMce też nie wyglądałam dobrze, wiec wzięłam eSke. Byłam w szoku. Zyskałam pewność siebie. Nie byłam szarą, skrytą myszką. Kupiłam sobie wtedy nawet koronkowe body, w których dobrze się czułam.






Czas mijał. Napisałam maturę, spakowałam walizki, wsiadłam w samolot i poleciałam, aby układać sobie życie na nowo.

Myślicie sobie pewnie, co to ma wspólnego z moją wagą i tematyką tego postu?

A no ma... Przez pierwsze pół roku w Irlandii siedziałam w domu. Nie pracowałam, tylko dosłownie zajmowałam się domem. Obowiązków miałam nie wiele. Większość czasu po prostu nic nie robiłam. Waga poszła dramatycznie w górę. Traciłam pewność siebie.






Dostałam prace, wiadomo trochę ruchu i ciało zaczęło się zmieniać. Byłam dumna, że w sumie nic nie robię, a kg spadają.
Po czasie znów się zaniedbałam, po trudnych przeżyciach szukałam pocieszenia pod kocem z czekoladą w ręku. Do dziś sobie tego nie wybaczę. Po kilku miesiącach, kiedy waga nawet nie drgnęła, postanowiłam coś z tym zrobić. Kupiłam sprzęt do ćwiczeń. Pot leciał po tyłku a ja z brakiem sił i uśmiechem na twarzy dawałam z siebie wszystko. Było ciężko, ale zaczęłam widzieć efekty. I wtedy zaszłam w ciąże z Zosią. Ciąża w pozycji leżącej, mało ruchu. Chociaż dużo nie przytyłam, bo 13 kg to czułam się źle.






Po porodzie było tylko gorzej. Nie myślałam o sobie tylko zawsze o Zosi. Ważne, żeby nią się zająć. Dla mnie tylko 5 minut na szybki prysznic i kawa w biegu. Nie pomogły rozstępy. Każdy wolny moment, każdą chwileczkę poświęcałam jej. Patrzyłam jak śpi, całowałam i tuliłam, kiedy leżała obok. Jedyną aktywnością były spacery i obowiązki domowe. I, mimo że waga spadła to nie czułam się dobrze.



Wróciłam do Polski i kompletnie się zaniedbałam. Wstyd mi przyznać, ale po prostu mi się nie chce. Nie mam ochoty wychodzić z domu, robić sobie makijażu, w każdym ubraniu się źle czuje. Myślę, że duży wpływ na to ma fakt, że nie potrafię się tu odnaleźć. Wszystko jest takie obce. Znajomi wiodą własne życie. Doszło do tego, że nie poznaje ludzi, wśród których się wychowałam. Obecnie pomieszkuje u rodziców i wiadomo, że nic nie powiedzą, ale brakuje mi własnego kąta. Zamknęłam się w sobie i żyje gdzieś z boku. Zawsze byłam „za mało” za mało aktywna, za mało towarzyska, za mało atrakcyjna, za mało odważna, za mało dobra, za mało inteligenta... I to chyba też ma wpływ, na to, jak teraz się czuje. Źle, źle się czuje... Nie lubię zdjęć, gdzie widać sylwetkę. Zazwyczaj na zdjęciach widać mnie od klatki piersiowej w górę.
Ten blog i te wpisy są miejscem, gdzie mogę z siebie wszystko wyrzucić, podzielić się z obcymi dla mnie ludźmi tym, co leży mi na sercu. Myślę, że pisanie to dla mnie terapia na smutki. Kiedy wiem, że ktoś tu zagląda, czyta i jest ze mną, to zyskuje pewności siebie. Wiem, że warto, że jest dla kogo.



Chce wziąć się w garść i o siebie zawalczyć. Przecież mam dla kogo, mam śliczną, zdrową córeczkę i wspaniałego Partnera. Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku podzielę się z Wami efektem. I że efekt będzie zaskakujący. 3majcie kciuki !


czwartek, 27 kwietnia 2017

pokój dziecka - inspiracje









Znacie to uczucie, kiedy musicie zagospodarować przestrzeń dla osoby, która nie mówi i nie pomoże Wam w niczym. ?

Przed Nami właśnie takie wyzwanie. Musimy urządzić pokój dla Zosi. Taki, w którym będzie jej dobrze. Będzie lubiła tam się bawić i spędzać czas oraz przespanie nocy nie sprawi jej problemu.

Czasu mamy sporo, myślimy zająć się tym na spokojnie w wakacje. Jednak od jakiegoś czasu szukamy inspiracji w sieci. W tym przypadku Pinterest nie zawodzi.
Postawiliśmy na jasne kolory: Biel, szarość i pastele. 




\





























Wiemy na pewno, że zrobimy jej biblioteczkę. Mamy w kolekcji już kilka książeczek. Efektami na pewno się z Wami podzielimy, ale wszystko w swoim czasie ;)








Myślicie sobie: „nuda”. Teraz wszystko w takich samych kolorach. Dlatego zaczęłam się zastanawiać czy nie wprowadzić jakiegoś wyrazistego koloru. Może zasłonki, poduszki bądź dywan? A może zaszaleć i jedną ścianę pomalować na jakiś szalony kolor. ?
A w pokojach Waszych dzieci jakie macie kolory? Stonowane, czy bardziej szalone? Biel i szarość czy wszystkie kolory tęczy?







Bądź na bieżąco:)

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *