Popularne posty

czwartek, 8 czerwca 2017

Zaniedbana mama.






Po okresie dojrzewania było mnie dużo za dużo. Z własnego lenistwa nic z tym nie robiłam. Chyba nawet zbyt mi to nie przeszkadzało, po prostu nie przejmowałam się tym. Co innego, gdy zaczęłam spotykać się z Krystianem. Jemu to nie przeszkadzało, a ja coraz bardziej wstydziłam się własnego ciała. Robiłam wszystko, aby ukryć grube uda i wielki brzuch. Kiedyś byłam bardziej towarzyska, z czasem, kiedy waga rosła to pewność siebie malała.


Był czas, kiedy wzięłam się za siebie. Kilogramy leciały w dół, a obwód w pasie się zmniejszał. Pamiętam to uczucie, kiedy weszłam do sklepu kupić spodnie, i z przyzwyczajenia złapałam rozmiar L i poszłam do przymierzalni. Okazało się, że w eLce się topie. Dosłownie. W eMce też nie wyglądałam dobrze, wiec wzięłam eSke. Byłam w szoku. Zyskałam pewność siebie. Nie byłam szarą, skrytą myszką. Kupiłam sobie wtedy nawet koronkowe body, w których dobrze się czułam.






Czas mijał. Napisałam maturę, spakowałam walizki, wsiadłam w samolot i poleciałam, aby układać sobie życie na nowo.

Myślicie sobie pewnie, co to ma wspólnego z moją wagą i tematyką tego postu?

A no ma... Przez pierwsze pół roku w Irlandii siedziałam w domu. Nie pracowałam, tylko dosłownie zajmowałam się domem. Obowiązków miałam nie wiele. Większość czasu po prostu nic nie robiłam. Waga poszła dramatycznie w górę. Traciłam pewność siebie.






Dostałam prace, wiadomo trochę ruchu i ciało zaczęło się zmieniać. Byłam dumna, że w sumie nic nie robię, a kg spadają.
Po czasie znów się zaniedbałam, po trudnych przeżyciach szukałam pocieszenia pod kocem z czekoladą w ręku. Do dziś sobie tego nie wybaczę. Po kilku miesiącach, kiedy waga nawet nie drgnęła, postanowiłam coś z tym zrobić. Kupiłam sprzęt do ćwiczeń. Pot leciał po tyłku a ja z brakiem sił i uśmiechem na twarzy dawałam z siebie wszystko. Było ciężko, ale zaczęłam widzieć efekty. I wtedy zaszłam w ciąże z Zosią. Ciąża w pozycji leżącej, mało ruchu. Chociaż dużo nie przytyłam, bo 13 kg to czułam się źle.






Po porodzie było tylko gorzej. Nie myślałam o sobie tylko zawsze o Zosi. Ważne, żeby nią się zająć. Dla mnie tylko 5 minut na szybki prysznic i kawa w biegu. Nie pomogły rozstępy. Każdy wolny moment, każdą chwileczkę poświęcałam jej. Patrzyłam jak śpi, całowałam i tuliłam, kiedy leżała obok. Jedyną aktywnością były spacery i obowiązki domowe. I, mimo że waga spadła to nie czułam się dobrze.



Wróciłam do Polski i kompletnie się zaniedbałam. Wstyd mi przyznać, ale po prostu mi się nie chce. Nie mam ochoty wychodzić z domu, robić sobie makijażu, w każdym ubraniu się źle czuje. Myślę, że duży wpływ na to ma fakt, że nie potrafię się tu odnaleźć. Wszystko jest takie obce. Znajomi wiodą własne życie. Doszło do tego, że nie poznaje ludzi, wśród których się wychowałam. Obecnie pomieszkuje u rodziców i wiadomo, że nic nie powiedzą, ale brakuje mi własnego kąta. Zamknęłam się w sobie i żyje gdzieś z boku. Zawsze byłam „za mało” za mało aktywna, za mało towarzyska, za mało atrakcyjna, za mało odważna, za mało dobra, za mało inteligenta... I to chyba też ma wpływ, na to, jak teraz się czuje. Źle, źle się czuje... Nie lubię zdjęć, gdzie widać sylwetkę. Zazwyczaj na zdjęciach widać mnie od klatki piersiowej w górę.
Ten blog i te wpisy są miejscem, gdzie mogę z siebie wszystko wyrzucić, podzielić się z obcymi dla mnie ludźmi tym, co leży mi na sercu. Myślę, że pisanie to dla mnie terapia na smutki. Kiedy wiem, że ktoś tu zagląda, czyta i jest ze mną, to zyskuje pewności siebie. Wiem, że warto, że jest dla kogo.



Chce wziąć się w garść i o siebie zawalczyć. Przecież mam dla kogo, mam śliczną, zdrową córeczkę i wspaniałego Partnera. Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku podzielę się z Wami efektem. I że efekt będzie zaskakujący. 3majcie kciuki !