Popularne posty

poniedziałek, 20 marca 2017

Baby blues - trudne początki macierzyństwa.






Na dzień kobiet zamówiłam sobie książkę „nieperfekcyjna mama” Ani Dydzik. To, że nie jestem perfekcyjna, wiedziałam już dawno. Jednak dzięki tej książce, zrozumiałam, jedną, bardzo ważną rzecz. Po porodzie dopadł mnie baby blues. . Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam. Po przeczytaniu kilku stron uświadomiłam sobie, że miałam z nim odczynienia.


Przeżyłam poród i szczęśliwa wróciłam do domu. Kiedy leżałam w szpitalnej sali, wszystko było dobrze. W domu czekał na nas tatuś i 2 babcie. Moja mama była z nami 3 dni, po czym musiała wracać. Mama Krystiana została dłużej.
Po powrocie do domu zaczęłam się dołować, obwiniałam się za każdy płacz. Przyjmowałam na klatę wszystkie komentarze typu: mała się nie najada, ma rozwolnienie, bo napiłaś się soku, zjadłaś to, czy tamto i dlatego mała płacze, pewnie ją przez CIEBIE boli brzuszek.. Za cienko ją ubierasz, za grubo, nie taka czapeczka, te skarpetki uciskają. Źle ją trzymasz i źle myjesz. Takich komentarzy była masa. Każdy jeden brałam na klatę i sama siebie obwiniałam, że jestem złą matką. Często zamykałam się w pokoju i płakałam w poduszkę. Nie miałam ochoty wychodzić z łóżka. Po co, skoro wszystko robię źle?





Wtedy z pomocą przychodził Krystian i swoim dobrym słowem podnosił mnie na duchu.
- Zobacz, jak się uśmiecha.
- Zobacz, jaka jest szczęśliwa.
- jesteś najlepszą mama.
- nikt nie da jej tyle miłości i ciepła co ty.
I wiele, wiele innych zdań, które sprawiały, że czułam się potrzebna.
Jednak chyba najbardziej wtedy potrzebowałam jego obecności. Kiedy dopadła mnie rozpacz, przyjeżdżał. Wszystko rzucał i przyjeżdżał. Był ze mną, kiedy go potrzebowałam. Brał Zosie na ręce i się do mnie przytulali. Pokazywał mi, że mam dla kogo żyć, że jestem im potrzebna.
Wcześniej nawet o tym nie pomyślałam, że to może być początek depresji, i dziś po 8 miesiącach jestem mu bardzo wdzięczna. Ja miałam go, osobę, która mi pomogła to wygrać. Wygrać walkę z samą sobą.




W telewizji coraz częściej się słyszy, że matki krzywdzą własne dzieci. Myślę, że w dużym stopniu są to matki, które nie mają wsparcia bliskim im osób.
Na Instagramie wszystkie mamy chcą być idealne, ale wszyscy dobrze wiemy, że za tymi uśmiechami kryją się wszelkiego rodzaju kłopoty. Przecież nikt publicznie nie powie, że najzwyczajniej w świecie nie daje rady. Nie powie, że ma ochotę wszystko rzucić i wyjść. Nie powie, że jest niewyspana, a dzień jest gorszy od nocy.
Kobiety mają jakieś dziwne przekonanie, że muszą być silne. Ja dziś otwarcie przyznaje, że nie byłam. Że początki macierzyństwa sprawiały, że chciałam wyjść i nie wrócić. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że winne temu wszystkiemu jest społeczeństwo i presja, jaką naciska.